„Zanim zdążyłam zawołać, Fuks był już na środku ulicy. Pędzący czerwony mercedes nie zwalniał, a dźwięk klaksonu rozdzwonił się w mojej głowie, zagłuszając panikę.”
Kiedy po rozwodzie zamknęłam się w pustym mieszkaniu na warszawskim Bródnie, nie spodziewałam się, że porzucony kundel zmusi mnie do spotkania z siostrą, o którą przez pieniądze straciłam szacunek i nadzieję. Fuks nie był prezentem ani gestem dobrej woli, tylko konsekwencją niefortunnego poranka i poczucia odpowiedzialności, które powoli wbiło się pod moją skórę. Czasem jeden pies potrafi przełamać mur, którego nie ruszyłyby żadne przeprosiny.