Wpuściliśmy ją pod swój dach, bo miała małe dziecko i nie miała dokąd pójść. Nie spodziewałam się, że pewnego dnia mój mąż spojrzy na mnie i zapyta: „Ile jeszcze mamy to dźwigać?”

Pamiętam moment, kiedy stałam w kuchni z mokrymi od zmywania rękami i słuchałam, jak młoda kobieta, której pomogliśmy, mówi mi bez cienia wstydu, że przecież „na razie nie opłaca jej się iść do pracy”. Wpuściliśmy ją do domu z litości, bo została sama z córką po skandalu o ojcostwo, i długo tłumaczyłam sobie, że trzeba dać jej czas. Dopiero kiedy zobaczyłam zmęczenie w oczach mojego męża i usłyszałam płacz własnego syna za ścianą, zrozumiałam, że nasze współczucie zaczęło niszczyć naszą rodzinę.