Przyjęłam pod swój dach chłopca z domu dziecka, a kiedy odnalazłam jego starszego brata, musiałam walczyć z urzędami i rodziną, która nagle przypomniała sobie o dzieciach

Pamiętam moment, kiedy trzynastoletni chłopiec stanął w moim przedpokoju z jedną torbą i spojrzeniem człowieka, który za dużo już stracił. Zaczęłam szukać jego starszego brata, bo nie umiałam patrzeć, jak dziecko zasypia z poczuciem, że zostało samo na świecie, ale wtedy nagle pojawili się krewni, urzędnicy i cała bezduszna machina. Przeszłam przez upokorzenia, lęk i brak pieniędzy, żeby dać tym chłopcom jeden normalny dom, choć nieraz sama nie wiedziałam, czy dam radę.