Kiedy mój mąż został sam z naszym synem, w końcu zobaczył, czym naprawdę jest mój „dzień wolny”
Stałam w kuchni z termometrem w jednej ręce i mokrym ręcznikiem w drugiej, kiedy mój mąż po raz kolejny powiedział mi, że siedzenie z dzieckiem w domu to nie jest prawdziwa praca. Zabolało mnie to bardziej, niż chciałam przyznać, bo za moim zmęczeniem nikt już nawet nie próbował zobaczyć człowieka. Dopiero kiedy życie zmusiło go, żeby wszedł w moje buty, coś w nim pękło i pierwszy raz od dawna naprawdę mnie usłyszał.