Sprzedałam mieszkanie, żeby ratować syna. Dopiero potem odkryłam, że wszystko przegrał i zostałam z jedną walizką
Stałam na klatce schodowej z kluczami w dłoni, kiedy mój syn przyznał, że pieniądze ze sprzedaży mojego mieszkania nie poszły na długi, tylko na hazard. Czułam, jak grunt usuwa mi się spod nóg, bo zostałam bez domu, bez oszczędności i bez pewności, czy jeszcze umiem mu wierzyć. Dziś mieszkam w wynajętym pokoju i codziennie pytam samą siebie, czy matka ma prawo w końcu powiedzieć: dość.