Kiedy Fred zjawił się pod moimi drzwiami, cała klatka rozbrzmiała szczekaniem, a tuż pod moimi stopami pojawiła się kałuża krwi…
Jeszcze trzy miesiące temu uważałam psy za kłopotliwy obowiązek, nie broń Boże terapię. Ale ten bury kundel pojawił się w chwili totalnego rozbicia — zostawiona przez męża, z telefonem pełnym dowodów zdrady, i bez sił, by stawić czoła samotności. To przez Freda zapadłam najtrudniejsze decyzje w życiu: wyprowadziłam się z mieszkania, zerwałam kontakt z matką, a potem — po raz pierwszy od lat — pozwoliłam komuś naprawdę zbliżyć się do mojego serca.