Zgłosiłam matkę mojej podopiecznej do MOPS-u, choć wszyscy w przedszkolu kazali mi milczeć. Do dziś słyszę, że „przesadziłam”, ale ja nadal widzę oczy tej dziewczynki

Siedziałam naprzeciwko wściekłej matki i słuchałam, jak oskarża mnie o niszczenie jej życia, choć ja tylko nie umiałam dłużej udawać, że nic nie widzę. W pracy kazano mi „nie robić afery”, bo publiczne przedszkole żyje opinią rodziców i każdy konflikt odbija się na wszystkich. Mimo braku twardych dowodów nie wycofałam zgłoszenia, bo do dziś wierzę, że czasem dorosły musi zaryzykować własny spokój, żeby choć raz stanąć po stronie dziecka.